Turcja – Wieczór Turecki
Po ciekawym i pełnym niespodzianek dniu, w którym podziwialiśmy nie tylko uroki pejzażu Kapadocji, ale także i skalne, podziemne miasta, kościoły w których w średniowieczu ukrywali się chrześcijanie, organizatorzy pomyśleli również o zapoznaniu nas z ludową kulturą muzyczną, obrzędami weselnymi oraz rytualnym tańcem – modlitwą zakonu derwiszów.
W tym celu po kolacji autokar z młodym, bardzo sympatycznym przewodnikiem Turkiem, który uczył się mówić po polsku, bo jak twierdził polubił Polaków, zaprosił nas do atrakcyjnej restauracji. Od razu po przekroczeniu progu restauracji byliśmy pewni, że będziemy się dobrze bawić, bo miejsce było magiczne.
Kapadocja. Restauracja w Grocie. Źródło: Zdjęcie własne
Lokal znajdował się w wielkiej skalnej jaskini, do którego prowadził szeroki i długi korytarz. Scena wyjątkowo, jak na restaurację duża, a dookoła ustawione były suto nakryte stoły z wygodnymi ławami do siedzenia. Serwowane dania wyśmienite. Pragnę dodać, że uwielbiam kuchnię turecką, pełną wspaniale przyrządzonych jarzyn, a zupki – kremy były wyjątkowo smaczne. Posiłków i alkoholi było tak dużo, że przy naszych stolikach pozostało sporo nie skonsumowanych potraw i napojów wyskokowych. W restauracji zebrało się międzynarodowe towarzystwo, a gospodarze swoim programem rozbawili wszystkich. Obok nas siedzieli Holendrzy z miejscowości Vlisingen, w której z moimi przyjaciółmi spędziłam miłe dwa tygodnie w 1975 r. , a więc szybko nawiązała się miła konwersacja. Z przyjemnością słuchałam co zmieniło się w ich mieście, jedynym bezpośrednio położonym portem holenderskim nad morzem.
Kapadocja. Taniec Derwiszów. Źródło: Własne zdjęcie
Po powitaniu gości, program rozpoczął się tańcem rytualnym wirujących derwiszów, którzy w ten sposób modlą się, aż do osiągnięcia pełnej ekstazy. Muszę przyznać, że oglądałam ten taniec po raz pierwszy i wywarł on na mnie niemałe wrażenie.
Kapadocja. Taniec Derwiszów. Źródło: Własne zdjęcie
Po występie Derwiszów, na scene wkroczyli ludowi artyści, którzy prezentowali gościom pełne dynamizmu tańce z różnych części Turcji. Wszyscy bawiliśmy się wspaniale i z przyjemnością oglądaliśmy trudne taneczne ewolucje.
Po zakończonym występie tancerze chętnie pozowali nam do zdjęć.
Następnym punktem programu była inscenizacja tureckiego wesela. Panna Młoda wjechała na scenę na koniu, w stroju zgodnie z przyjętym obyczajem w państwach islamskich. Następnie odbyła się ceremonia ślubna, zakończona hucznym weselem,w którym wszyscy biesiadnicy wzięli udział. Miałam wrażenie, że faktycznie jestem na tureckim przyjęciu weselnym. Najciekawszy był moment gdy wodzireje wyprowadzili restauracyjnych gości przed grotę, a tam było już rozpalone ognisko i dalsze śpiewy i harce, łącznie ze skokami przez ognisko. Radości było co niemiara, nie pamiętam kiedy się tak dobrze bawiłam.
Ostatnim punktem, najbardziej oczekiwanym przez gości był taniec brzucha. Piękna dziewczyna odziana w piękny, aczkolwiek bardzo skromny strój, w szklanej windzie zjechała z góry na scenę i przy ogromnym aplauzie publiczności rozpoczęła swój taniec. Popatrzyłam na mężczyzn i przypomniało mi się powiedzenie L. Kydryńskiego wypowiedziane na Sopockim Festiwalu „U panów w oka mgnieniu czterdzieści stopni w cieniu”
Wracaliśmy do autokaru pełni radości i w znakomitych humorach, obiecywałam sobie, że w podczas godzinnej podróży prześpię się, bo następny dzień zapowiadał się również ciekawie, a program był bardzo obszerny. Niestety z mojego spania nic nie wyszło, bo nasz przewodnik, który kazał nam się nazywać Turkiem zaczął uczyć osoby siedzące na przodzie autokaru jakiejś tureckiej piosenki. Do osób siedzących dalej dochodziło tylko jedno bardzo nieprzyzwoite słowo na literę „k”. W pewnym momencie nie wytrzymałam i zapytałam czy nie za mocno przesadzają. Turek tylko na to czekał podszedł do mnie i powiedział: Alicja my tylko śpiewamy niewinną piosenkę o małej żabce, która po turecku nazywa się kulba. Śmiechu było co niemiara, a ja już do końca podróży nie zmrużyłam oka. Taki był nasz przewodnik. I jeszcze chciałam coś o nim na zakończenie napisać. Jak zaczynał mówić to mówił po polsku: Uwaga Turek mówi. Jeszcze o tym miłym młodym człowieku wspomnę w innym poście, bo naprawdę zasługuje, aby długo o nim pamiętać.
Autor artykułu: Alicja Muszyńska